wtorek, 14 lutego 2012

Racje i skrzywienia



Przegląd statystyk: witryny z odwołaniami: zamarzam, pończochy love, długie chude nogi
Czyli nieco o ścieżkach, które prowadzą lud do mojego skrawka sieci.

Walentynki? Świętuję co innego. 

Mówią, że to teraz zaczyna się okres,kiedy poznajemy prawdziwych przyjaciół. Mówią, że to teraz zawieramy przyjaźnie na lata, że to właśnie teraz wszystko zaczyna się liczyć.
Coś dużo tych głupot mówią. Może dlatego, że nigdzie nie jest wyjaśnione, KTO dokładnie to mówi. Rozmywająca się odpowiedzialność, tak ktoś kiedyś powiedział?

Nie pamiętam, jak to było, kiedy spotkałyśmy się w pierwszej klasie podstawówki. Interesowali mnie wszyscy, nie interesował mnie nikt. Miała swoje koleżanki, ale sama zapewne również się rozglądała. Kiedyś sę wypatrzyłyśmy. Nic specjalnego. To był inny świat.
Gimnazjum i zmiany, zawirowania, a w pewnym momencie wylądowałyśmy w jednym pokoju, oglądając kryminalne seriale, horrory, mecze piłkarskie, rozmawiając o Szwecji, Norwegii, wymarzonym domku pośród górskich stoków i tym złym trenerze tenisa.
Kolejne lata, jestem tutaj. Tu, gdzie wszystko powinno być takie dorosłe, takie poważne i trwałe. Jestem tu, lecz wspominam, bo istnieją znajomości, które trudno jest zastąpić, trudno jest zakończyć, a i nie może wcale ma takiej potrzeby... I choć wszystko się zmieniło, tęskno mi do tamtych rozmów, do tamtych beztroskich wypadów. Tęskno mi do ludzi, z którymi łączyła mnie historia. Tęskno, kiedy widzę te nowe twarze i czuję, że to nie to, że to wymuszenie. Odwracam się, nie lubię gierek.
Nie. Ktoś jest. Ktoś maluje, ktoś stracił matkę. Ktoś jest nieśmiały i śmieje się nerwowo, ktoś jest szczery, ktoś lubi. Czy to jednak teraz, to jednak przyjaźń? Kręcę głową, ja nie wiem, nie ja mogę to wiedzieć.

A cieszę się, bo zawsze istnieją odskocznie. Istnieje przyszłość, istnieją wyjazdy i podróże. Wszystko się zmienia, istnieją drogi czekające tylko na podróżnych. Wspólne plany, bo świat nie kończy się na przeprowadzkach. Uśmiechów jest wiele, ale wybieram najszczerszy. Choć go nie widzę, czuję. I wiem, że mam rację.